Mieszkamy z żoną sami. Jednak żona ma jeszcze klucze do rodzinnego domu. Jako
że w piątek oboje wzięliśmy wolne, aby zrobić sobie dłuższy weekend pojechaliśmy do teściów. Ponieważ były to jeszcze zwyczajowe godziny pracy (miedzy 8 - 16) dom był zamknięty. Pomyśleliśmy, że pewnie teściowie pojechali coś załatwić. Więc żona otworzyła swoim kluczem. Po wejściu usłyszeliśmy dziwne odgłosy, ale jakoś nie przejęliśmy się nimi. Nasze zdziwienie pojawiło się w momencie, gdy na podłodze zobaczyliśmy babskie majtki i męskie spodnie. Podchodzimy ze 2 metry, spoglądamy do kuchni, a tam widzimy goły tyłek stojącego teścia i rozłożone nogi teściowej. Nawet nie wiecie jakie zaangażowanie! Nie wypada oglądać baraszkujących teściów, wiec z powrotem do samochodu. Wróciliśmy za godzinę, a obiad postanowiliśmy jednak zjeść w pokoju, bo przy stole kuchennym nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Mam nadzieję, że w tym wieku też będę taki jurny! :P.
Leżymy sobie na kocyku w głębi ogrodu u mojego lubego, wokół drzewa i krzewy, ciepło, słoneczko, odpoczywamy, nie ma za bardzo co robić, to ochota nam przyszła na jakieś bara-bara. Myślimy - w domu na pewno nie będzie jak, ciągle ktoś chodzi, ludzi dużo, innego miejsca nie mamy, więc raz się żyje! Jeszcze się przesunęliśmy z kocykiem, żeby się bardziej schować za krzakami jakimiś i do dzieła! Ledwo skończyliśmy i leżymy jeszcze na sobie dysząc i nagle jakoś mój wzrok skierował się w kierunku, gdzie stał dom - i nie wiem jak to się stało, bo przecież się tak ustawialiśmy, żeby nie było nas widać, a tu akurat luka i widzę jak w oknie stoi i patrzy na nas ojciec mojego lubego. Do tej pory nie wiemy, ile tam stał i ile widział, ale czy tak czy siak widział. A potem jakoś i my i on unikaliśmy bezpośredniej rozmowy, tak nam głupio było.
Jedziemy sobie samochodem, wracając od moich rodziców i dopadła nas przemożna chęć na bzykano, natychmiast. Zjechaliśmy więc w pierwszy lepszy skręt za miastem, byle jakieś ustronniejsze miejsce znaleźć. A ponieważ było ciemno, a nam bardzo się chciało, to zatrzymaliśmy się w jakiejś małej uliczce, domów nie widzieliśmy. Działamy więc na całego, a tu nagle pukanie w szybę i latarką ktoś świeci do środka. My w panice narzucamy cokolwiek na siebie i po chwili uchylamy szybę - a tu już grupka ludzi się zebrała i pytają co się dzieje, bo jakieś krzyki słychać było, to przybiegli, że może ratować kogoś trzeba.
Okazało się potem, że zatrzymaliśmy blisko jakiejś wioski, a całkiem ciemno tam było, bo akurat awarię prądu mieli.
Okazało się potem, że zatrzymaliśmy blisko jakiejś wioski, a całkiem ciemno tam było, bo akurat awarię prądu mieli.


