Pojechałam kiedyś na wesele koleżanki. Jak to zazwyczaj bywa na takim weselu zna się niewiele osób - tak też było i tym razem. Jako że na nieszczęście byłam sama, wpadł mi w oko świadek pana młodego. Po paru godzinach wesela zaczęłam z nim tańczyć, a następnie całować na dworze. I jak się domyślacie, chcieliśmy się do siebie dobrać i wylądowaliśmy w samochodzie weselnym. Ja już goła, on z ptakiem na wierzchu, gdy nagle drzwi od samochodu się otwierają, a w nich stoi mama pana młodego! Jak zobaczyła co się dzieje, to wydała z siebie dźwięk w stylu "YYYYiiiii...." i zaczęła kaszleć, że aż o mało się nie zadusiła. Kaszel słyszeliśmy już zza zamkniętych drzwi. Po czym okazało się, że chciała zawołać świadka na oczepiny. Ja już nie weszłam na salę. Wezwałam taksówkę i uciekłam. Na szczęście o naszym wyczynie wiedzieli tylko rodzice pana młodego, no i państwo młodzi. I od czasu do czasu mi tym dokuczają!
To było jeszcze w szkole, w ostatniej klasie technikum. Od niedawna miałem dziewczynę, chodziła do równoległej klasy. Każdą okazję wykorzystywaliśmy żeby się spotkać, choćby na chwilę na przerwie. I była akurat długa przerwa, a nas naszło na macanki. No więc zamknęliśmy się w męskiej toalecie. Po pewnym czasie słyszymy jakieś krzyki i szamotaninę na korytarzu, ale się tym nie przejęliśmy, mieliśmy przecież ciekawsze rzeczy do robienia :P. W każdym razie owa szamotanina przyciągnęła nauczycielkę, która zaraz rozgoniła towarzystwo no i na nieszczęście zajrzała też do toalety. Byliśmy zamknięci w kabinie i pewnie to wzbudziło jej podejrzenia, że nikt nie odpowiada ani nie wychodzi. Po chwili wyszła, dzwonek zadzwonił i my już zadwoleni, że nikt nas nie widział. Odczekaliśmy jeszcze chwilkę na wszelki wypadek i wychodzimy, żeby na lekcję zdążyć. Wyszliśmy, korytarze już opustoszałe, patrzymy a na końcu korytarza stoi nauczycielka, ta sama co zaglądała wcześniej do toalety. Na pewno czekała, kto w końcu wyjdzie i jak nas zobaczyła, to z pewnością się domyśliła, po co tam się zamykaliśmy. Najgorzej, że moja dziewczyna miała mieć z nią właśnie lekcję, nie wiem jak ona ją przetrwała :(
Często kochaliśmy się z moim misiem u niego w pokoju. Muszę dodać, że drzwi jego pokoju nie miały zamka, ale też nigdy nikt nie wchodził niezapowiedzianie do niego, gdy byłam. Dlatego też nigdy jakoś się specjalnie nie kryliśmy, no może próby nakrycia kocykiem. Ale że lubimy różne pozycje, nie tylko "po bożemu", wiec często i kocyk spada. No i musiało się stać. Kiedy misio popychał mnie na pieska, a tu nagle drzwi się otwierają, a w drzwiach ojciec! Mój misio z pałką na wierzchu, bo miał już szczytować, próbuje nas zasłonić. "O kur**" wydobyło się z ust ojca i zamknał za sobą drzwi. Tyle szczęścia, że to zostawił dla siebie i nigdy nie robił awantur. A my już nie zaryzykowaliśmy miziania w jego domu.
Byliśmy z dziewczyną w aquaparku. Ludzi było jeszcze niewiele, przedpołudnie. Siedzimy w basenie, bo gorąco, woda akurat taka w sam raz, pluskamy się i przytulamy, no i tak nas oboje zebrało... Trochę się opieraliśmy, no bo jak tak w miejscu publicznym, ale po chwili zrobiło się to jakby mniej ważne... Przesunęliśmy się tak do rogu basenu, aby jak najmniej rzucać się w oczy i zaczęliśmy działać, delikatnie i staraliśmy się wyglądać jak najbardziej naturalnie, żeby nikt się nie domyślił, co faktycznie robimy. Ale przypuszczam, że ludziska i tak się domyślili, bo jakoś tak nas omijali. I domyślił się też ratownik, bo nagle przeraźliwy gwizdek wyrwał nas z upojenia. Niezbyt przytomni patrzymy co się dzieje, a tu się okazuje, że to ratownik na nas właśnie gwiżdże i pokazuje, żeby wychodzić z basenu. No i musieliśmy wyjść, lekko spanikowani, ja w szczególności, że teraz już wszyscy zobaczą co naprawdę robiliśmy, więc wychodziłem i jak tylko mogłem zasłaniałem się dziewczyną...
Impreza w akademiku, sporo nieznajomych dziewczyn, więc korzystam z okazji i wyrywam jakąś laskę. Alkohol się leje, gadka szmatka i już idziemy do mojego pokoju. Ja zadowolony, bo kumple wyjechali na weekend, więc chulaj dusza! W pośpiechu wchodzimy, nie miałem za wiele czasu, by się zastanawiać, że pokój otwarty... Ubrania gdzieś zaraz przy drzwiach zostały, a my w ogniu rzucamy się na moje łóżko. Nagle coś dociera powoli do mojej świadomości, że coś się chyba rusza na sąsiednim łóżku! Moment później już świeci się światło... Okazało się, że po pijaku i rozochocony pomyliłem i piętra i pokoje i gdzie trafiłem? Do pokoju dziewczyn, w którym mieszkała między innymi moja siora - hmm chyba mnie dotąd nie znała od tej strony...
Był wczesny poranek, my się przebudziliśmy i myślimy sobie - wszyscy jeszcze śpią, więc mamy okazję na szybki numerek. Za wiele nie myśląc przechodzimy do rzeczy. Ja już spocona i rozczochrana, mój misiu akurat w stronę drzwi z wypiętym gołym zadkiem, a tu wchodzi moja mama - jak weszła, tak stanęła, widać że ją trochę zamurowało, ale dzielnym głosem pyta czy będziemy jeść jajecznicę, bo dla wszystkich by od razu zrobiła. Ja słabym głosem, że oczywiście zjemy, byle tylko poszła jak najszybciej. Wstydu było co nie miara, a my zeszliśmy na to śniadanie dopiero jak już wszyscy zjedli i wyszli z kuchni, bo tak nam głupio było.


